Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 713 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

... nie chciałam wierzyć ...

sobota, 26 grudnia 2009 21:58

Odkrycie: 23.07.2000 roku pierwszy raz poczułam dziwne zachwianie równowagi; 21.09. 2000 roku pierwszy raz bez powodu upadłam na ulicy ; 08.02.2001 roku pierwszy raz poszłam do szpitala; 12.10.2001 roku pierwszy raz szłam o kuli; 02.09.2003 roku pierwszy raz usiadłam na wózku inwalidzkim ;
12.05.2002 roku ostatni raz samodzielnie przeszłam przez ulicę ; 01.01.2003 roku ostatni raz prowadziłam samochód ;03.05.2003 roku ostatni raz kochałam się ; 29.11.2003 roku ostatni raz rozmawiałam przez telefon ; 15.03.2005 roku ostatni raz jadłam samodzielnie i tego dnia utraciłam resztkę wolności ciała i ostatecznie przestałam być niezależna. Stałam się myślącym warzywem, taką myślacą marchewką, może lepiej pietruszką, bo jest bardziej blada.
Cały dzień pachniał choinką, potrawami z kuchni, białym śniegiem za oknem i mimo miejsca, świąteczną gorączką. Wszyscy wszystkim składali świąteczne życzenia, przede wszystkim zdrowia. Dawniej takie życzenia uważałam za tandetne, składałam bardziej wyszukane, czasem wyrafinowane, zawsze bardzo osobiste. Dziś z uśmiechem przyjmowałam i składałam życzenia zdrowia i wiedziałam, czułam, że są prawdziwe.
- Najważniejsze jest zdrowie, bo jak się je ma, można wszystko osiągnąć. Dlatego z całego serca życzę Wam jak największych efektów rehabilitacji w naszym ośrodku - przemawiał dyrektor, a ja ze wszystkimi kiwałam ze zrozumieniem głową. Nagle przypomniały mi się słowa Stanisława Tyma, że na Titanicu wszyscy byli zdrowi, a i tak nic im to nie pomogło i omal nie buchnęłam śmiechem. Później, w pokoju, patrząc przez okno na oświetloną i zaśnieżoną choinkę, myślałam o tym, co jest najważniejsze w życiu i doszłam do najbardziej oczywistego i banalnego wniosku. Najważniejsza w życiu jest miłość, ważniejsza od zdrowia, bo dzięki miłości można pokonać chorobę.
(. . . )

Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

. . . trzy wstępy. . .

poniedziałek, 21 grudnia 2009 23:39
 

" Jestem tylko ołówkiem w ręce Boga."

        Matka Teresa z Kalkuty

 ------------------ 

Wstęp pierwszy - do ludzi

 

     Dzisiaj całuje mnie tylko osiemdziesięciodwuletnia ciocia. Jeszcze sześć lat temu całowałam się jak szalona z nowym facetem w moim życiu. Miałam czterdzieści lat, wyglądałam na trzydzieści, czułam się na dwadzieścia parę. Nie byłam piękna, ale znałam swoją kobiecość, jej siłę i bezwzględnie ją wykorzystywałam. Czułam się przede wszystkim kobietą, później właścicielką znanej agencji modelek, na samym końcu matką trójki dzieci. Byłam samodzielna, niezależna, podziwiana. Miałam duże mieszkanie, gosposię zajmującą się dziećmi i domem, dobry samochód, pomarszczonego psa i wakacje zagranicą. Dzieci chodziły do prywatnej szkoły, na basen i zajęcia tenisa, uczyły się dwóch języków. Rok wcześniej pozbyłam się z domu faceta, który bezskutecznie próbował zastąpić dzieciom ojca, a mnie męża, którego pozbyłam się z kolei parę lat wcześniej. Od trzech lat byłam szaleńczo zakochana, z wzajemnością, w jednym z listy stu najbogatszych Polaków. Oczywiście był żonaty, tajemniczy i niespotykanie inteligentny. Nie wiem czy bardziej kochałam jego ciało, czy mózg, wiem, że nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa i równocześnie obolała.

    Właściwie nie wiem o czym chcę pisać, czuję tylko, że jeżeli nie wyrzucę z siebie emocji, rozsadzą mi głowę i serce. Czasem myślę, że z perspektywy wózka inwalidzkiego stać mnie jedynie na napisanie nudnego kazania umoralniającego zdrowych ludzi. Czasami czuję, że mogę przekazać moje najbardziej osobiste przeżycia, doświadczenia  i myśli, tworząc mądrą i wrażliwą książkę. Kiedyś łysy profesor filologii klasycznej, wymownie wskazując na siebie i stukając palcem w mój indeks, powiedział, że moimi włosami mogłabym obdzielić kilku łysych. Może napiszę tandetną telenowelę, bo tak, jak moimi włosami nadal mogę obdzielić łysych, tak moim losem mogę obdarzyć paru nudziarzy. Jeżeli wytrwam i napiszę historię mojego życia, to będzie tak samo nierówna jak ja, pogmatwana jak moje myśli, porwana jak moje wspomnienia, ale na pewno prawdziwa.

     Pablo Cohelo napisał w „Alchemiku" , że każdy w życiu musi odnaleźć swoją legendę i za nią podążać. Podobno dziecko bardzo wyraźnie wie, jakie jest jego przeznaczenie, zna własną legendę, dopiero oczekiwania rodziców, wyobrażenia dziadków, uwagi nauczycieli czy kolegów zaciemniają obraz.

Wbrew własnym przeczuciom, wychowaniu, wygłaszanym poglądom, wbrew wszystkiemu co miałam i kochałam, pewnego dnia, porzuciłam drogę mojego przeznaczenia.  Porzuciłam wszystko w co wierzyłam dla coraz większych emocji i coraz silniejszych doznań. Pracowałam nie po to, żeby zarabiać na utrzymanie domu, tylko żeby czuć adrenalinę kolejnych wyzwań. Jechałam  samochodem, nawet odwożąc dzieci do szkoły nie po to, żeby dojechać, ale żeby jechać. Kochałam tym mocniej, im więcej było bólu, niepewności i nienormalności.  Jeżeli przez chwilę było spokojnie, robiłam wszystko, żeby życie nabrało przyspieszenia. Moi pracownicy, znajomi, a przede wszystkim faceci mówili, że nie mogą za mną nadążyć. Byłam nieprzewidywalna dla innych i dla  siebie. Moja ciocia, ta sama, która dziś jako jedyna mnie całuje, z niezadowoleniem powtarzała - z tego nie będzie nic dobrego . No... i wykrakała.

     Dzisiaj tkwię w bezczasie, bezruchu i bezrobociu. Jestem nieuleczalnie chora. Stopniowo traciłam pracę, pieniądze, urodę, przyjaciół, wreszcie dzieci, aż zaskoczona i przerażona chorobą  zamknęłam się w swoim własnym świecie. Zmęczona obojętnością najbliższych przestałam prosić, żeby mnie dostrzegali, a oni zaczęli mnie traktować jak mebel, ciężką szafę, której nie da się przesunąć. I tak oto utknęłam w wózku inwalidzkim na środku dywanu w moim pokoju. Dostaję jeść, jestem myta, czesana i ... to wszystko. Przekonuję siebie, że nie powinnam narzekać, bo inni mają gorzej. Zawsze może być jeszcze gorzej, tylko ... gdzie jest koniec tego gorzej...

     Chciałabym wykrzyczeć wszystkim "chorym" , żeby nigdy się nie poddawali, nie pozwalali się poniżać i nie dawali sobie wmówić, że są nic nie warci. Najgorsze w chorobie jest przeświadczenie, że już niewiele można zrobić, że nie wypada niczego od życia oczekiwać, że jest się osobą gorszą, niewartą miłości i uwagi. Nie pozwalajmy zabierać sobie godności istoty żywej, czującej i myślącej. Wszystkim "zdrowym" chciałabym przypomnieć, żeby doceniali i byli prawdziwie wdzięczni za każdy krok, gest, oddech, bo jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Życie jest cudem zawsze. Jeżeli przestanę myśleć, że mam prawo po prostu żyć i cieszyć się życiem, jeżeli pozwolę zamknąć się w domu, przykuć do wózka-symbolu mojej niemocy, już nigdy nie zobaczę słońca i rozgwieżdżonego nocą nieba. A ja chcę jeszcze poczuć zapach egzotycznego morza, wiatr od Himalajów, smak innego jedzenia.

     Jeśli nadal mam życie, chcę żyć!

 

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wstęp drugi - do Boga

 

     Jestem na pustyni. Ty siedziałeś tam czterdzieści dni, żeby usłyszeć Boga. Mnie się wydaje, że przebywam na tym pustkowiu nieskończenie długo. Wiem, że dla Ciebie czas nie ma znaczenia, ale dla mnie ma. Mijają lata, a ja jestem coraz bardziej zagrzebana w piasku. Wołam Cię i odpowiada mi cisza. Jestem tak bardzo zmęczona, czuję się tak szaleńczo samotna, tak bardzo opuszczona. Utknęłam na samym środku pustyni i obojętnie, w którą stronę pójdę, mam jednakowo daleko. Szłam drogą próśb, zalewałam się łzami, modliłam żarliwie, modliłam bezmyślnie wyuczonymi zdaniami, próbowałam spokojnie przedstawić swoje argumenty, krzyczałam, może nawet bluźniłam, na pewno próbowałam Cię szantażować. Myślę, że nie traktujesz mnie poważnie, że moje sposoby na to, żebyś mnie wreszcie usłyszał odbierasz jak sztuczki małego dziecka, które chce od ojca wyłudzić zabawkę. Przecież mówisz, że mnie kochasz, że jeżeli będę prosiła, to dasz, że jeżeli będę pukała, to otworzysz. Od tak dawna dobijam się, a Ty nawet nie zapaliłeś światła przed domem, żeby było mi raźniej. Stoję tam jeszcze, mając nadzieję, że mnie usłyszysz. Każesz mieć wiarę, choć wiem, że możesz działać niezależnie od wielkości mojej wiary. Nie byłbyś Bogiem, gdybyś był od czegokolwiek uzależniony. Po co te gierki, po co ta cała cholerna nadzieja, która sprawia, że kolejny raz Ci ufam i oczekuję? Przyprowadziłeś mnie do siebie swoimi boskimi metodami, szłam jak po sznurku prosto w Twoje ramiona. Co takiego zrobiłam, że mnie zostawiłeś zupełnie samą? Dlaczego Cię nie słyszę, nie widzę, nie czuję; przecież się staram, musisz to widzieć. Próbuję odgadnąć czego oczekujesz ode mnie, ale wiesz sam, że nie jest łatwo odgadnąć boskie zamiary. Każdy psycholog mówi, że najważniejsza jest rozmowa między rodzicami a dziećmi, wtedy można rozwiązać każdy problem. Dlaczego nie chcesz ze mną porozmawiać?! Chociaż mnie wysłuchaj!

     Jeśli nadal dajesz mi życie, daj żyć!

---------------

Wstęp trzeci  - do moich dzieci

 

     Moja chęć życia odleciała jak ptak do ciepłych krajów i nie chce powrócić. Dlatego ostatnio jest we mnie trochę mniej radości. Założyłam sobie, kiedy się dowiedziałam na co choruję, że muszę żyć dopóki Michał nie ukończy osiemnastu lat. Dopięłam swego. Później okazało się, że Agnieszka jest w ciąży i poprosiłam Boga, żebym mogła zobaczyć wnusię. Znowu mi się udało. Dobrze pamiętam, co czułam, gdy moja mama umarła, a ja byłam w siódmym miesiącu ciąży z Jankiem.  Bardzo mnie boli, że nie jestem w stanie w niczym Wam pomóc. Mam nadzieję, że nie jestem tylko ciężarem dla waszych młodziutkich psychik, ale moją nieporadną obecnością daję Wam odrobinę bezpieczeństwa. Kiedy umarła moja mama, razem z Nią pochowałam  moje dzieciństwo i jedyną bezwarunkową miłość. Moja miłość, fizycznie niestety nienamacalna, jest w każdym moim oddechu i płynie do Was każdą moją myślą.

Nigdy nie lubiliście długich kazań.    Jeśli nadal żyję i to wbrew wszystkim opiniom neurologów, żyję dla Was.


Podziel się
oceń
6
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

...zaczynam. . .

poniedziałek, 21 grudnia 2009 22:57

Napisałam książkę, o sobie, swoim życiu, miłości, szczęściu bycia, radości tworzenia, cierpieniu, bólu duszy i ciała, nieuleczalnej chorobie i powolnym umieraniu. Chcę się z Wami nią podzielić. Może nie całą, ale będę wrzucała pokaźne kawałki ;-)

. . . miłego czytania. . .


Podziel się
oceń
7
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

wtorek, 17 października 2017

Licznik odwiedzin:  185 723  

najlepsze przed nami

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Kochani moi znajomi,
nigdy nie potrafiłam prosić o coś dla siebie ; zawsze radziłam sobie sama i nawet gdy bywały gorsze dni robiłam wszystko, żeby samodzielnie przetrwać;
choroba pomału uciera nosa mojej dumie i uczy umiejętności proszenia; stowarzyszenie chorych na sla ma na swojej stronie informację

- Namawiając ludzi do przekazania nam 1% podatku należy zaznaczyć, aby w zeznaniu podatkowym wskazywali jako cel szczegółowy imię i nazwisko chorego, któremu chcą pomóc - czyli na rehabilitację dla katarzyna rosicka jaczyńska .

Nasz numer KRS: 0000287744 Nazwa: Dignitas Dolentium

wierze w piekno zycia, milosc prawdziwa, gleboka do kazdej zywej istoty, wierze w dobro, bezinteresowna zyczliwosc i boskie milosierdzie;)
coz, jestem marzycielka. . .
ale wierze rowniez, ze to wszystko jest wokol nas;)

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Napisałam ksiazkę, o sobie, swoim zyciu, miłości, szczęściu bycia, radości tworzenia, cierpieniu, bólu duszy i ciała, nieuleczalnej chorobie i powolnym umieraniu. Chcę się z Wami nią podzielic. Moze n...

więcej...

Napisałam ksiazkę, o sobie, swoim zyciu, miłości, szczęściu bycia, radości tworzenia, cierpieniu, bólu duszy i ciała, nieuleczalnej chorobie i powolnym umieraniu. Chcę się z Wami nią podzielic. Moze nie całą, ale będę wrzucała pokazne kawałki . . . miłego czytania. . .

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 185723
Wpisy
  • komentarze: 378
Bloog istnieje od: 2857 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl